aktualizowane 2:13, 17 May 2017

Wiesz o czymś ciekawym? Napisz do nas e-mail: info@superfakty.pl

Uzbrojeni po zęby antyterroryści pojawili się w Sądzie Rejonowym dla Łodzi Śródmieścia. Przyszli na rozprawę karną prezesa stowarzyszenia „Dzielny Tata”.

Na początku nic nie wskazywało na to, że sytuacja się zaogni. Było sennie a na zewnątrz budynku siąpił deszcz. Michał Fabisiak prezes „Dzielnego Taty” przyjechał do sądu w towarzystwie dwóch kolegów.

 

Na korytarzu stali jeszcze mecenas oskarżonego oraz domniemani poszkodowani, mężczyzna i kobieta. Nagle szef „Dzielnego Taty” ruszył w ich stronę i zaczął ich nagrywać telefonem komórkowym.

Nagrywani schowali się na sali sądowej. Sędzia wezwała policjantów, którzy pojawili się prawie natychmiast i pilnowali, aby nie dochodziło do kolejnych zakłóceń spokoju.



Sytuacja wydawała się opanowana. Przybyły jednak posiłki. Tym razem antyterroryści uzbrojeni w broń automatyczną. Jedni pozostali przed salą rozpraw, inni weszli do środka. Obstawiali to miejsce, aż do zakończenia rozprawy.



Incydent z telefonami
Przedstawiciele „Dzielnego Taty” weszli na salę z wyciągniętymi telefonami komórkowymi. Sędzia nakazała je schować. Zakazała rejestrowania. Ojcowie przez dłuższy czas nie dali się przekonać. Mówili, że nie rejestrują, ale... nadają online do telewizji internetowej.

- Składam wniosek o wykluczenie sędziego – powiedział w pewnym momencie Michał Fabisiak.

Posiedzenie zostało przerwane. Sędzia udała się rozpoznać wniosek. Panowie z „Dzielnego Taty” odeszli. Po wznowieniu oskarżony nie pojawił się na sali. Był jednak jego kolega, który "fisiował" z telefonami. Odłożył co prawda jeden, którym mógł prowadzić rejestrację, ale za to wyjął drugi, prosty i bez takich możliwości. Udawał jednak, że nagrywa. Został wyproszony na korytarz.

Prowadząca zdecydowała, że rozprawa będzie toczyć się bez prezesa "Dzielnego Taty". Odczytała zeznania Michała Fabisiaka, w których nie przyznał się do zarzucanych mu czynów.

- To nieprawidłowe, co zrobiła – wyjaśnił nam oskarżony, kiedy zadzwoniliśmy do niego po wyjściu z sądu. - Złożyłem słowny wniosek o wyłączenie sędziego, ale nie dołączyłem do niego uzasadnienia. Jak można było bez niego oceniać zasadność argumentów, których nie przedstawiłem? Wszelkie dokumenty złożę w ciągu siedmiu dni.

Prokurator oskarża Michała Fabisiaka o stosowanie przemocy i gróźb, naruszenie czynności narządu ciała poniżej siedmiu dni i nękanie.

- Nie zrobiłem niczego złego – dodał na zakończenie rozmowy z nami. - To ja zostałem potraktowany gazem i paralizatorem. Może nie zachowywałem się spokojnie, puściły mi nerwy, ale nikomu nie chciałem zrobić krzywdy. Po prostu walczę o możliwość widywania się z synem.

Mężczyzna twierdzi, że od czterech lat jest odseparowany od swojego dziecka. Próbowaliśmy również porozmawiać ze stroną, która go oskarża, ale osoby, które spotkaliśmy na korytarzu odmówiły komentarza. Tej zaś, która wychodziła z sali chroniona przez uzbrojonych funkcjonariuszy mogliśmy jedynie wręczyć wizytówkę. Jeśli będzie chciała coś powiedzieć czekamy na kontakt.

Na kolejnych rozprawach osoby wskazane przez prokuraturę jako poszkodowane przesłuchane zostaną w charakterze świadków.

Tekst i foto Zbigniew Heliński