aktualizowane 3:07, 21 Oct 2020

Wiesz o czymś ciekawym? Napisz do nas e-mail: info@superfakty.pl

W tej sprawie policjanci nie przesłuchali istotnych świadków, zeznania z akt różnią się od tego, co usłyszeliśmy na miejscu. O  uniewinnienie męża, jak lwica walczy żona.

To właśnie ona poprosiła nas o interwencję. Wyjaśniła, że jej mąż nie zrobił tego, za co usłyszał wyrok.

- Cały czas jesteśmy nękani, pomawiani – powiedziała. - Proszę sprawdzić, ile toczyło się postępowań z powodu zawiadomień tej pani, a ile zakończyło się postawieniem zarzutów? Męczy nie tylko nas, ale i innych. Ludzie ci zeznawali w sądzie, ale ich słowa nie zostały wzięte pod uwagę. Przez cały czas trwania postępowania, systematycznie i z uporem maniaka wymyślała, że mój mąż jeździ koło jej domu, chociaż miał zakaz zbliżania się do niej. Kłamała tylko po to, żeby trafił za kratki. A może nie tylko dlatego? Po wszystkim zażądały, ona i jej matka, po 40 tysięcy złotych odszkodowania.

Z racji tego, że mężczyzna popełniał w życiu błędy, już wcześniej był karany, między innymi za naruszenie nietykalności cielesnej policjantów na służbie (do czego wrócimy w dalszej części tekstu, gdyż będzie to miało związek z historią), początkowo podchodziliśmy do sprawy z rezerwą. W miarę jednak, jak zdobywaliśmy kolejne informacje wątpliwości żony okazywały się coraz bardziej zasadne. Zdecydowaliśmy się na publikację. To, że ktoś został skazany wcześniej nie oznacza, że wszystko, co zarzuca mu się w tej chwili musi być prawdą. Szczególnie, że funkcjonariusze - ze względu na jego wcześniejsze „dokonania” - mogli czuć niechęć do oskarżonego. Satysfakcjonujący ich wyrok mógł być tym łatwiejszy do uzyskania, że żona prokuratora, który prowadził sprawę jest prezesem sądu, a domniemana ofiara to córka byłego policjanta. Czy powiązania te miały wpływ na końcowy wynik? Nie wiemy. Przedstawiamy nieścisłości. Znalazł się jednak nowy świadek, który twierdzi, że właśnie tak było

Z uwagi na to, że sprawa dotyczy wątków osobistych i intymnych postanowiliśmy zmienić imiona opisywanych postaci, aby nie narażać ich na dodatkowe nieprzyjemności i wstyd. Nie podamy również miejscowości.

Pierwsza wątpliwość, na którą zwróciliśmy uwagę dotyczy faktu, że poszkodowana opowiada historię, po której powinna – naszym zdaniem – wylądować na oddziale intensywnej terapii miejscowego szpitala. Na to przynajmniej wskazuje logika. Odniosła natomiast jedynie kilka niegroźnych otarć.

Partner katował ją pięściami? A gdzie obrażenia?
Do zdarzenia doszło 20.10.2017 roku. Czytamy o nim w aktach sprawy:

"Ok. 22:57 mój były konkubent napisał do mnie wiadomość: „odbierz”. Nie odpisałam, nie odebrałam. W pewnym momencie usłyszałam głos Pawła dobiegający sprzed domu. Stał przed drzwiami wejściowymi i krzyczał, że mam wyjść do niego. Moja mama przestraszyła się i powiedziała do mnie, że mam go nie wpuszczać i zadzwonić na policję. Podeszłam do drzwi wejściowych. Nie otwierałam ich, tylko lekko uchyliłam. Powiedziałam, że boję się i nie wyjdę. Paweł chciał szarpnąć za drzwi, ale je zamknęłam. W pewnym momencie usłyszałam kopanie w drzwi balkonowe. Paweł biegł w moją stronę, ale na drodze stanęła mu moja mama. Odepchnął ją, następnie kilka razy uderzył pięścią w twarz. Uciekłam na górę do sypialni rodziców. Wbiegł za mną. Przewrócił na łóżko, zerwał sweter i okładał pięściami po głowie. Nawet stanik miałam podarty. W pewnym momencie udało mi się wstać. Paweł odwrócił się i zobaczył, że do pokoju weszła moja mama. Ponownie rzucił się na nią. Uderzał pięściami po głowie. Po chwili zwrócił się w moim kierunku. Przewrócił mnie na podłogę, po czym ciągnął mnie po pokoju za włosy i uderzał pięściami po głowie. Udało mi się uciec do sąsiadów. Podbiegł do mnie, zrzucił mnie ze schodów na bruk. Następnie szybko odszedł i odjechał."

Dodatkowe szczegóły znajdujemy w opisie z niebieskiej karty. Kobieta miała w trakcie zajścia uciec do sąsiadów na przeciwko, jednak tam nikt jej nie otworzył.

Zgoła odmiennie ostatnią część zdarzenia przedstawia ojciec poszkodowanej, z którym rozmawialiśmy przez telefon.

 - Tej nocy mieli otwarte drzwi. Sąsiadka była sama. Jej męża nie było w domu. Był ze swoim bratem na robocie nocnej. Dorabiają sobie. Kafelki, nie kafelki, coś takiego – mówi.

Otwarte? Nikt nie otworzył? Nie wiadomo. Policjanci nie sprawdzili tego. To ważne, gdyż potencjalny świadek mógł potwierdzić stan kobiety, jej wersję o tym, że została zepchnięta ze schodów na bruk. Nikt go jednak o nic nie pytał. Śledczy nie przesłuchali ani sąsiadki, do której uciekła kobieta, ani kolejnej, mieszkającej w domu tuż obok. To ważni świadkowie. Szczególnie, że jedna z pań zdecydowała się powiedzieć kilka słów. Rozmawialiśmy z nią.

 - Czy u pani sąsiadów dochodziło do awantur? - zapytaliśmy.

 - Nie byłam nigdy świadkiem takowych, nic nie słyszałam – odpowiedziała. - Paweł był raczej spokojny. Zawsze dzień dobry mówił. Tamtej nocy też niczego nie słyszałam.

Rozmawialiśmy również z samą poszkodowaną.

- To było, jak MMA, bił mnie pięściami po twarzy – wspominała.

Czy aby na pewno? Oprawca ważył 80 kilogramów, mierzył blisko 180 cm wzrostu, uprawiał kulturystykę. Mało tego, ojciec poszkodowanej dodał nawet, że zażywał sterydy i narkotyki. Po zmieszaniu ich z alkoholem miał zamieniać się w bestię. Człowieka nieobliczalnego.

 - Jeździłem z nim do lekarzy – dodał. - Żaden nie chciał podjąć się leczenia. Wyjaśniali, że nie są w stanie mu pomóc ze względu na roztrojone hormony.

Przyjmijmy na chwilę, że miał rację (jeśli chodzi o niedozwolone środki psychoaktywne i ich ewentualny wpływ na zachowanie sprawcy feralnej nocy), chociaż nie ma żadnego dowodu na to, że je przyjął. Rozsierdzona bestia na sterydach, kulturysta atakuje, bije pięściami z całą moca i wielokrotnie po głowie. A jakie obrażenia powoduje u delikatnej, szczupłej kobiety? Stłuczenie barku prawego z wybroczynami, stłuczenie kolana lewego, otarcie naskórka... Zabezpieczone zostały jakiekolwiek ślady krwi? Na ubraniach, podłodze, pościeli? Czy w ogóle były takowe? 

 - Kolano sama sobie stłukła, przewracając się na drodze – wyjaśniła żona mężczyzny. - Resztę mogła już mieć. Obdukcję zrobiła dopiero po dwóch dniach. Do szpitala też nie pojechała, chociaż podobno tak źle się czuła.

Szkoda, że świadek nie został przesłuchany. Może przez te otwarte – jak twierdzi ojciec kobiety drzwi – coś jednak widział?

Pojechał do niej bo go zdradziła?
Tak sytuację przedstawia obecna żona skazanego.

 - Ewelina zdradziła Pawła – wspomina. - Zdenerwował się. Wiedział kto to jest, więc skontaktował się z nim. Miał już dosyć Eweliny. Chciał wykorzystać ten fakt, jako pretekst do rozstania. Zabrał więc kochanka i pojechali do niej. Chciał postawić go przed jej oczami. Nie otworzyła, więc faktycznie wybił szybę i wszedł przez taras, ale był tam zameldowany. Jeszcze tam pomieszkiwał. W aktach sprawy są na to dowody. Sama Ewelina pisała o tym w wiadomościach, że u niej śpi. Złożyłam to do dokumentacji w sądzie. Niewiele wcześniej miał w stosunku do niej poważne plany. Remontował mieszkanie swojej matki. Chciał, żeby zamieszkali w nim razem. Nie bił jej. Opowiadał mi, że kiedy zobaczył, jak biegnie, jak się przewraca żal mu się zrobiło, że to taka ofiara. Złość przeszła i odjechał.

Domniemany kochanek zeznawał podczas rozprawy. Przyznał się do kontaktów z kobietą. Podczas zajścia czekał na ulicy, w samochodzie. Powiedział, że słyszał krzyki w domu, jednak jego zdaniem nie doszło do przemocy. Awantura miała trwać od trzech do pięciu minut. Poza nim kobieta miała uprawiać seks jeszcze z dwoma innymi mężczyznami, o czym dowiedział się Paweł.

- Jest znana ze swojego zamiłowania do mężczyzn - usłyszeliśmy od jednej z kelnerek w hotelu. - Nie ma specjalnych obiekcji.

W podobnym tonie wyraził się sąsiad.

 -  Jeśli chodzi o tych mężczyzn to absolutna prawda - wyznał.

Mieszkał, nie mieszkał?
Na temat zameldowania i miejsca pobytu sprawcy wypowiedziało się kilka osób. W różny sposób. Należy zwrócić uwagę na zupełnie różne daty. 

Dzielnicowy: „Po interwencji w dniu 07.10.2016 Paweł został zatrzymany do wytrzeźwienia i od tego czasu nie mieszkał w domu państwa M, skąd się wyprowadził.”

Matka poszkodowanej: „Od około 4 miesięcy Paweł nie jest już związany z naszą córką, w związku z czym opuścił miejsce zamieszkania.” Zeznawała 20.10.2017 roku. Cztery miesiące wstecz to czerwiec 2017 roku.

Poszkodowana, w rozmowie z nami: Wyprowadził się przed tym, jak zaatakował policjantów. Policjantów zaatakował już tam, gdzie mieszkał. Sprawdziliśmy, do zdarzenia doszło 8 listopada 2016 roku.

O to, czy w momencie pobicia lub domniemanego pobicia mężczyzna mieszkał lub pomieszkiwał z poszkodowaną zapytaliśmy sąsiadów.

 - Nie wiem, czy mieszkał na stałe – odpowiedział jeden z nich. - Widziałem go jednak tam. Grille sobie robili. Wyglądało to normalnie. Naprawiał nawet auto ojca Eweliny. To było lato 2017 roku. Pamiętam bo jeden z sąsiadów stawiał wtedy garaż. Nie zauważyłem, aby po zajściu Ewelina była pobita. Nie było widać obrażeń.

Inny rozmówca przyznaje, że zna Pawła.

 - Faktycznie po alkoholu robi się czasami agresywny – tłumaczy. - Ale, żeby do kobiet? Z tym nigdy się nie spotkałem. 

Wymeldowany dopiero po zajściu
Paweł został wymeldowany, ale dopiero po zajściu.

 - Na drugi dzień został zatrzymany – kontynuuje swoją relację ojciec Eweliny. - Gdy go wypuszczali czekałem na niego przed komendą. Dałem mu do podpisania kartkę, że zgadza się na wymeldowanie.

 - Dlaczego dopiero wtedy? Przecież, jak twierdzicie, nie mieszkał już u was od dobrych kilku miesięcy? - dopytuje nasz reporter.

 - Procedura wymeldowania kogoś z pobytu stałego nie jest taka łatwa. Trwa nawet pięć miesięcy – odpowiada ojciec.

 - To nieprawda, że Paweł tam nie mieszkał – ripostują obecna żona skazanego i jego matka. - Od samego początku w aktach jest wiadomość napisana przez Ewelinę, że spał u niej dwa tygodnie wcześniej. Cały czas były tam jego rzeczy. Zabiegała o jego względy. Zaczęła się na niego skarżyć dopiero wtedy, gdy dowiedziała się, że poznał mnie. Z zazdrości chce mu zaszkodzić. Robiła tak wcześniej i w stosunku do innych partnerów. Czy sąd sprawdził w ogóle jej wiarygodność pod tym względem? Odpowiem, nie!

Wątek możliwej zemsty pojawił się w skardze kasacyjnej, która jednak została odrzucona. Adwokat przekonywał, że pokrzywdzona, już po całym zajściu, kontaktowała się ze skazanym. Dzwoniła i przesyłała wiadomości, z których treści wynikać miało, że martwi się o niego, interesuje się jego osobą, by później, po uzyskaniu informacji o nowym związku oskarżonego zmienić optykę, czynić żale, obrażać, wygrażać.

 - Podczas rozprawy skupiono się tylko i wyłącznie na wybranych wątkach – dodaje obecna żona mężczyzny. - Nie przesłuchano kluczowych sąsiadów. Nie wypowiedzieli się biegli, czy pokrzywdzona nie kłamie? Czy obrażenia, jakich doznała są adekwatne do jej opisu zajścia? Mąż nie został przebadany przez specjalistów. Nie sprawdzone zostało, czy w chwili wejścia do domu był w pełni poczytalny. Z tego, co wiem, gdy dowiedział się, że został zdradzony i to kilka razy, za wszelką cenę chciał to wyjaśnić. Czuł wściekłość, ale nie bił. Gdyby bił, jego ofiara wyglądałaby o wiele gorzej. Po tej całej sprawie, pomówieniu o pobicia, mając świadomość, że może trafić do więzienia bo ktoś chciał się na nim zemścić, pozbyć się go, schudł, zupełnie się załamał. Miał próbę samobójczą. Interweniowali policjanci. Marzymy tylko o jednym, gdy to wszystko się skończy chcielibyśmy wyprowadzić się z miasta.

W całej historii odnajdujemy również inny zastanawiający wątek. To protokół z przesłuchania z dnia 16.11.2017 roku, strona 123 tom 1:

„Dzwoniłam do niego bo chciałam go nagrać. Sądząc, że będzie mi groził. Rozmawialiśmy, ale nic nie nagrałam.”

Nie zadziałał dyktafon? Nie było gróźb? Poszkodowana z innego powodu zrezygnowała z nagrywania? Zadzwonić, żeby nagrać i nie nagrywać, to jednak dość nietypowe zachowanie. Szkoda, że śledczy o to nie dopytał.

Wsparcie dla sprawcy przyszło z niespodziewanej strony. Obecny jeszcze mąż poszkodowanej stwierdził, że podczas dochodzenia i rozprawy na efekt wpływać miał ojciec Eweliny, były policjant. Rozmawialiśmy z tym zupełnie nowym świadkiem. Potwierdził, że żona miała być spokojna o efekt dochodzenia i o wyrok sądu. Stwierdził, że zezna to w sądzie.

 - Zgłosiłam go, jako świadka - powiedziała na zakończenie kobieta, która zgłosiła się do nas. - Ma wiele ciekawego do powiedzenia. Mam nadzieję, że sędzia zechce go wysłuchać.


tekst i foto: Zbigniew Heliński, imiona bohaterów historii, ze względu na to, że jest w niej mowa również o prywatnych kontaktach intymnych, nie tylko o samych potencjalnych nieprawidłowościach prawnych, zostały zmienione.

 

Reklamy:

Obrazy akrylowe na płótnie. Bez ramy. Malowanie obrazów na zamówienie, również ze zdjęć. Cena do 500zł. Na hasło: Superfakty.pl rabat 10%. Kontakt: 514-025-588. Możliwa wysyłka.

https://www.facebook.com/MalgorzataJasmin/?modal=admin_todo_tour&notif_id=1602774468979142&notif_t=page_invite&ref=notif

****************

Pod informacjami może zostać opublikowana i Twoja reklama. Płacisz raz, reklama wyświetlana jest zawsze. Tekst reklamowy umieszczony pod pięcioma informacjami w wybranym dziale to tylko 60zł brutto. Zainteresowany? Zadzwoń: 690-689-606.