aktualizowane 21:38, 15 Oct 2017

Wiesz o czymś ciekawym? Napisz do nas e-mail: info@superfakty.pl

W Sądzie Rejonowym dla Łodzi Widzewa odbyła się licytacja apartamentu Jacka Łągwy. Muzyk został zlicytowany za długi. Mieszkanie wylicytował mieszkaniec Pabianic. Za niespełna 958 tysięcy złotych.

Jak dowiedziało się Twoje Imperium to już druga licytacja mieszkania, które należało do zadłużonego artysty. Podczas pierwszej nie było na nie chętnych. Najprawdopodobniej zaporowa okazała się cena, prawie półtora miliona złotych. Tym razem znalazł się nabywca. Mężczyzna przyznał, że nieruchomość kupuje dla siebie. Nie chciał jednak powiedzieć nic więcej. Bez słowa wyszedł z sali sądowej tuż po spełnieniu wszelkich formalności. Chwilę potem opuścił ją również zadowolony komornik.

Wylicytował apartament, jakich w Łodzi niewiele

Nowy właściciel wpłacił wadium w wysokości 143 tysięcy 600 złotych. Ma teraz dwa tygodnie na uregulowanie reszty kwoty. Może również ten czas wydłużyć do miesiąca podając na piśmie powód opóźnienia wpłaty.

- Ze środków uzyskanych po licytacji pokryte zostaną w pierwszej kolejności roszczenia związane z alimentami na rzecz dzieci dłużnika – powiedziała we wcześniejszej rozmowie asesor komornika. – Kolejny w kolejce po pieniądze jest bank. Na końcu zaspokojone zostaną roszczenia miasta Łódź, któremu muzyk Ich Troje również jest winien pieniądze.

Zlicytowany apartament mieści się na dwóch piętrach bloku przy ulicy Królewskiej w Łodzi. To wyjątkowe i ogromne mieszkanie. W sumie ma ponad 350 metrów kwadratowych. W ostatnich latach nikt w mieście nie sprzedawał podobnego metrażu w blokach. To sześć pokoi, sypialnie, pięć łazienek, hall widokowy, kuchnia, spiżarnia, tarasy i balkony. Lokal jest niezwykle nowoczesny, wyposażony w automatyczną klimatyzację, oświetlenie sterowane komputerowo. Wykończenia również są najwyższej jakości. Dominują najlepszej jakości drewna, granity, marmury, stal szlachetna.

To nie koniec problemów

Sprzedaż nawet tak ekskluzywnego i drogiego mieszkania może nie wystarczyć do pokrycia wszystkich zobowiązań finansowych muzyka. Kwota, która zostanie uzyskana po licytacji to 957,333 złote 22 grosze. Jacek Łągwa musi jednak spłacić  kredyt ponad trzystu tysięcy franków szwajcarskich. Jego zobowiązania w stosunku do miasta sięgają 150 tysięcy złotych, nie płacił również alimentów.

- O jego problemach i o tym, że jest tak ogromnie zadłużony dowiedziałam się w marcu lub kwietniu tego roku – mówi jedna z lokatorek bloku przy ulicy Królewskiej. – Temat był poruszany na zebraniu wspólnoty mieszkaniowej. Jestem w szoku. To taki spokojny, miły człowiek. Ostatnio rzadko jednak go tutaj widuję, zupełnie, jakby mieszkał gdzie indziej.

Kolejni mieszkańcy, z którymi rozmawialiśmy również nie widzieli Jacka Łągwy od dawna. 

Nie chcę o niczym wiedzieć, nic słyszeć, nic czytać…

Skontaktowaliśmy się z muzykiem i uzyskaliśmy jego komentarz dotyczący całej sprawy. Był krótki.

- Nie chcę o tym rozmawiać – powiedział w rozmowie telefonicznej. – Po tym, jak ta sytuacja wypłynęła wiele osób dobija się do mnie, ale nic nie komentuję. Nie chcę o tym, ani słyszeć, ani czytać, ani mówić.

27 września, czyli dwa dni przed drugą licytacją apartamentu Jacek Łągwa zaznaczył swoją obecność w Hotelu Gołębiewski w Karpaczu. Wstawił też wielce wymowny w tej sytuacji znaczek „wymuszonego uśmiechu”. Najwyraźniej chce być odseparowany od wszelkich kłopotów.

Pomoc zaoferowali dziennikarze śledczy

Pomoc znanemu muzykowi zaoferowali… dziennikarze śledczy z Cywilnego Biura Śledczego.

- Znam pana Jacka od lat, to wyjątkowy człowiek – wyjaśnił właściciel marki. – Jeśli ma problemy jesteśmy do dyspozycji. Przekazałem mu tę informację osobiście. Komornik, jak to komornik, kiedy ma co zająć i sprzedać robi to. Nie zastanawia się, jakie będą konsekwencje. Moim zdaniem sedno sprawy nie leży w tym, żeby kogoś zlicytować i „zabić”, ale pomóc mu wyjść na prostą, żeby mógł regulować swoje zobowiązania. 

Problemy Jacka Łągwy rozpoczęły się po rozwodzie z żoną Dorotą, której oddał znaczną część swojego majątku. Kupił jej między innymi mieszkanie w tym samym bloku, w którym mieszkał. Zostawił prosperujący sklep dla płetwonurków. Pani Dorota związała się z byłym przyjacielem muzyka. Związek nie był jednak długi. Mężczyzna zginął w wypadku motocyklowym w 2010 roku. Sklep padł. Od 2011 roku na jego miejscu znajduje się przedszkole zupełnie innych właścicieli. Muzyk przeszedł też poważną operację. Fiaskiem zakończył się jego biznes związany z prowadzeniem pubu. Mamy nadzieję, że obecna sytuacja nie złamie w nim wiary, że wszystko na pewno dobrze się ułoży, a problemy są po to, aby dawać sobie z nimi radę.

Zbigniew Nowakowski